piątek, 3 kwietnia 2015

16503 wyświetleń
12590 komentarzy
124 posty
21 obserwatorów

Całkiem niezła statystyka. Trochę szkoda to wszystko zostawiać, ale chyba już na to czas.

miedzy.wiezowcami@gmail.com
7534846

środa, 25 marca 2015

Dead inside

Mam ostatnio straszne wahania nastrojów ściśle związane z pogodą. Świeci słońce? Wszystko się jakoś ułoży! Jest pochmurno lub pada deszcz? Wszystko jest do bani. Niech ta wiosna się wreszcie ustabilizuje...

Znów długo mnie nie było. Nie znalazłam miłości życia ani pracy idealnej, nie zostałam miss świata, nie zrobiłam wielkiej kariery... Właściwie nic nie zrobiłam. Moje życie jest nudne jak już dawno nie było. 


poniedziałek, 9 marca 2015

Wyłażą z piwnic koty...

wyłażą z ciemności dni
wyleźmy gdzieś na zielone 
ja i ty

Czujecie wiosnę w powietrzu? Ja jak najbardziej. Wczoraj pogoda była przepiękna, można było spokojnie chodzić bez kurtki. I snuć plany... Wiosną wszystko wydaje się łatwiejsze. 


Co u mnie? Przejrzałam ogłoszenia o pracę, kilka sobie zapisałam. Może zmuszę się wreszcie do wysłania CV. Uczę się rachunkowości. A tak naprawdę chciałabym po prostu wziąć rower i pojechać gdzieś daleko. 

niedziela, 15 lutego 2015

Haters just need a hug

Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednim postem. Pomogły. :) Złe przeczucia zaczynają mnie po trochu opuszczać. Dzisiejszy wypad na zakupy również miał znaczenie. Nabyłam taki oto t-shirt: 

oraz dżinsową kurtkę, bransoletkę i ten cudownie pachnący żel pod prysznic. Ale przecież nie o same ciuchy i kosmetyki chodzi, tylko o to, że miło spędziłam czas z mamą i siostrą, choć oczywiście bez drobnych sprzeczek się nie obyło. 

Poza tym ostatnio zapomniałam się pochwalić, że zostałam pełnoprawnym keszerem. We wtorek, wreszcie, udało nam się z przyjaciółkami zdobyć pierwszą w naszej karierze skrzyneczkę. Jeśli lubicie spędzać czas na świeżym powietrzu, poznawać nowe miejsca i ludzi, zajrzyjcie tutaj. A my jutro idziemy szukać kolejnych keszy. 

I wreszcie skończyłam czytać Naruto. Kto by pomyślał, że ta historia skończy się tak szybko? Kiedy ją zaczynałam, byłam przekonana, że potrwa jeszcze kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat. Dziwne uczucie wiedzieć, że już nie będzie więcej przygód wkurzającego blondyna... Czyżby Kishimoto chciał powiedzieć, że czas dorosnąć? 


czwartek, 12 lutego 2015

Pierwsza, druga, trzecia...


Mam złe przeczucia. Ale przecież damy radę, prawda?



niedziela, 1 lutego 2015

For what it's worth

No i poszło.

Zaczęło się wczoraj od propozycji spędzenia walentynek. Skończyło dzisiaj. Żegnaj.

Znając mój niewyparzony język, mało brakowało, żebym odpisała: Co tak długo zajęło ci podjęcie tej decyzji? Bo to naprawdę dobra decyzja. Powinnam była powiedzieć to już dawno. Od początku. Od tego drugiego początku, po którym myślałam, że mu przeszło. Że się nauczył, że wie, czego może się po mnie spodziewać. 

Albo chociaż wtedy, kiedy przyniósł badyla. Albo kiedy... Było milion takich sytuacji, milion okazji, kiedy powinnam była mu to powiedzieć.

Ale nie. Przecież było mi wygodnie. Zawsze miałam się do kogo odezwać, zawsze był za mną ktoś, kto zrobiłby dla mnie wszystko. A przynajmniej bardzo dużo. Dobrze się dogadywaliśmy... dopóki rozmowa nie schodziły na związki i tego typu sprawy. Ale wiecznie nie da się unikać drażliwych tematów.

Kiedy mama trafiła do szpitala, najpierw pomyślałam o nim. Zawsze wiedział, co zrobić, co powiedzieć. Nawet teraz, kiedy odetchnęłam z ulgą (tak, po żegnaj odetchnęłam z ulgą), myślę, że będzie mi go brakowało.

Cholerna egoistka. 

The end of the century
I said my goodbyes
For what it's worth
I always aimed to please
But I nearly died

For what it's worth
Come on lay with me
'Cause I'm on fire
For what it's worth
I tear the sun in three
To light up your eyes

For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth

Broke up the family
Everybody cried
For what it's worth
I have a slow disease
That sucked me dry
For what it's worth
Come on walk with me
Into the rising tide
For what it's worth
Filled a cavity
Your god shaped hole tonight

For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth
For what it's worth

Wzięło mnie na Placebo. To nigdy nie jest dobry znak. 

piątek, 30 stycznia 2015

My computer thinks I'm gay

Zanim się obejrzałam, minęła siódma rocznica mojego blogowania. Trudno mi uwierzyć, że już tak długo zawracam głowę nie tylko znajomym i rodzinie, ale także ludziom w internecie... Siódemka to podobno szczęśliwa liczba, więc liczę na co najmniej drugie tyle. 

Czas na obiecane przemyślenia. A przynajmniej ich część, bo te najbardziej osobiste nie chcą mi przejść przez palce.
Za często mówię nie wiem. I nie mam tu na myśli odpowiedzi na pytania z wiedzy ogólnej, ale te całkiem prywatne, począwszy od To co chcesz dziś robić? po Co chcesz robić w życiu? 
Nie mogę każdego mojego zachowania tłumaczyć bo tak już mam, bo taka już jestem, czy wyżej wspomnianym nie wiem. Może powinnam mniej głupio się tłumaczyć, a może po prostu mniej głupio zachowywać...
Jeśli w dalszym ciągu będę tak dużo mówiła o sobie, swoich uczuciach i emocjach, to kiedyś w końcu pęknę jak bańka mydlana.
Nie rozumiem ludzi. Im więcej ich poznaję, tym bardziej zdaję sobie z tego sprawę. Chociaż z drugiej strony: czy ludzi trzeba rozumieć, żeby ich kochać?
Choćbym położyła się w nocy na ulicy i patrząc w gwiazdy czekała, aż przejedzie mnie walec, prawdopodobieństwo, że tak się stanie, jest raczej niewielkie. A nawet jeśli, to raczej moich problemów nie rozwiąże, w końcu tyle chcę jeszcze zrobić w życiu (na przykład doczekać końca One Piece'a, co z pewnością jeszcze trochę potrwa)!


My computer thinks I'm gay
I threw that piece of junk away
On the Champs-Elysées
As I was walking home

This is my last communiqué
Down the super highway
All that I have left to say
In a single tome

I got too many friends
Too many people
That I'll never meet
And I'll never be there for
I'll never be there for
Cause I'll never be there

If I could give it all away
Will it come back to me someday
Like a needle in the hay
Or an expensive stone

But I got a reason to declaim
The applications are to blame
For all my sorrow and my pain
A feeling so alone

I got too many friends
Too many people
That I'll never meet
And I'll never be there for
I'll never be there for
Cause I'll never be there

My computer thinks I'm gay
What's the difference anyway
When all the people do all day
Is stare into a phone

I got too many friends
Too many people
That I'll never meet
And I'll never be there for
I'll never be there for
Cause I'll never be there

niedziela, 18 stycznia 2015

Przemyśleń część pierwsza - kilka słów o 2014

Jak się zaczął?

Całkiem pozytywnie. Sylwestra spędziłam z Magdą i Iwoną, a także mnóstwem innych ludzi na gdyńskim skwerku. A tuż po północy zupełnie obcy koleś stwierdził, że jestem niemiła, dziwna, na pewno czytam za dużo książek i studiuję coś dziwnego. 

W tym roku:
Zmieniłam nieco podejście do ludzi. Czerpałam przyjemność z małych rzeczy. Pracowałam i uczyłam się nowych rzeczy. 


czwartek, 15 stycznia 2015

The story

this is the story of my life
these are the lies I have created


Święta minęły spokojnie. Sylwestra spędziłam rewelacyjnie, choć w pewnych momentach żałowałam, że nie jestem z kimś innym... Oczywiście pewnie to samo czułabym, z kimkolwiek bym nie była, więc to nie ma właściwie znaczenia. 2015 rok zaczął się... nie najgorzej. 

Pamiętacie, jak zastanawiałam się, na co przeznaczyć pieniądze od babci? Otóż udało mi się kupić smartfona taniej, niż przypuszczałam, dzięki czemu starczyło mi też na buty, a laptopa naprawili mi za darmo w ramach gwarancji, bo tak jak podejrzewałam, siadła ta sama część, co poprzednio. Zadziwiające, jak niektóre sprawy potrafią się gładko potoczyć... I wilk syty, i owca cała. Szkoda, że nie zawsze tak się udaje.

Sporo czasu spędziłam ostatnio na rozmyślaniach (ach, co ten brak komputera robi z człowiekiem!) i doszłam do ciekawych wniosków, ale o tym chyba następnym razem. Teraz tylko daję znać, że żyję.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

O mnie się nie martw

Nie ma komputera, nie ma chęci, nie ma postów. Gdyby ktoś bardzo za mną tęsknił, chętnie porozmawiam: miedzy.wiezowcami@gmail.com, gg: 7534846


środa, 24 grudnia 2014

Wesołych!

List do Mikołaja napisany, dom posprzątany, okna umyte, pierogi ulepione, barszcz się grzeje, pierniczki pachną na cały dom... Pozostaje tylko złożyć życzenia:

Życzę Wam przede wszystkim spokoju, radości, zdrowia, rodzinnej atmosfery, wspaniałych przyjaciół, udanych prezentów i brzucha pełnego przepysznych dań. Udanego świętowania. :)


 (Przepraszam, że Was ostatnio nie odwiedzam, ale mam problemy z komputerem. Jak tylko uda mi się pożyczyć laptopa od siostry, nadrobię wszystkie zaległości.)

piątek, 5 grudnia 2014

This is my December, czyli Nominacja Dobrych Myśli

Na początku dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe pod poprzednim postem. Cieszę się, że jesteście tu ze mną. 


A teraz przejdźmy do sedna. Do podzielenia się swoimi dobrymi myślami zachęciła mnie Martyna. Dziękuję za nominację. :)
To trudniejsze zadanie, niż się spodziewałam, nie dlatego, że nie mam miłych wspomnień, lecz dlatego, że ciężko było wybrać z nich tylko trzy. 

I 
Odbieram telefon w pracy, już na dzień dobry dostaję opieprz. Ktoś pyta mnie o rzecz, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Pani to rzeczywiście się na niczym nie zna - słyszę w słuchawce. 
Chwilę później wchodzi kolega. Dzwonią teraz do niego. Słyszę, jak mnie tłumaczy: że dopiero weszłam, nie miałam czasu się zorientować... Ostatecznie załatwił całą sprawę za mnie, chociaż to zdecydowanie nie należało do jego obowiązków. 
Opowiadam o sytuacji kierowniczce, ta nie kryje oburzenia. Później dowiaduję się, że porządnie ochrzaniła faceta, który wtedy dzwonił i dała do zrozumienia, że ma się mnie nie czepiać, bo będzie miał z nią do czynienia.
Wtedy naprawdę zaczęłam doceniać ludzi, z którymi pracowałam.

II
Październikowe popołudnie, skończyliśmy zajęcia. Głodne i zmęczone wpadamy do maca i wybieramy zestawy, oczywiście z kuponów. I rozmawiamy. O tym, jaki wykładowca jest wredny, co trzeba zrobić na kolejne ćwiczenia, ale i o pracy, znajomych, chłopakach. Wokół inni studenci i wszechobecny charakterystyczny zapach fast foodu i kawy. 
Wtedy chyba po raz pierwszy cieszyłam się z bycia studentką, czułam, że jestem na swoim miejscu i robię to, co lubię, wśród ludzi, których lubię. 

III
Nie pamiętam dokładnej daty. Siedzieliśmy wtedy w kilka osób, ja, on, jego znajomi, piliśmy, rozmawialiśmy. Zastanawialiśmy się nad pracą po studiach i tym podobnymi, kiedy powiedział: Wyjedziemy. Ty znasz angielski, ja znam angielski... Poradzimy sobie.
Jakby było jakieś my. Oczywiście wtedy nie było, teraz też nie ma, ale fajnie było pomyśleć, że mogłoby być.

Nominuję:
i tradycyjnie wszystkich, którzy zechcą się przyłączyć do zabawy.

Dobrze, że mamy już grudzień.

wtorek, 2 grudnia 2014

To dzięki Tobie jeszcze jakoś trzymam się

Dwadzieścia dwa lata minęły jak jeden dzień... Tak, dzisiaj obchodzę dwudzieste drugie urodziny. Z tej okazji chciałabym podziękować kilku osobom.



Starym przyjaciołom.
Koleżankom z podstawówki, którym bardzo chciałam się przypodobać, a im bardziej się starałam, tym bardziej mnie odrzucały. Nie da się z nikim zaprzyjaźnić na siłę.
Marcie, którą uważałam za przyjaciółkę i dzieliłam się sekretami. Szkoda, że dziś mijamy się bez słowa.

Koleżankom z gimnazjum.
Lence, która tak skutecznie wpoiła we mnie przekonanie, że jesteśmy lepsze od innych, że przez długi czas naprawdę w to wierzyłam. Wciągnęła mnie też w świat mangi i anime, do dziś pamiętam, jak siedziałyśmy razem na forum o Naruto i oglądałyśmy Bleacha. Przede wszystkim zawdzięczam jej jednak to, że tu jestem. To ona zainspirowała mnie do założenia mojego pierwszego bloga.
Mariolce, która była moją dobrą duszą. Chyba tylko dzięki niej nie odpuściłam sobie nauki. 
Siedzenie między nimi dwiema na angielskim było ciekawym doświadczeniem.

Ludziom z pracy.
Dzięki nim nabrałam pewności siebie, przekonałam się, że potrafię być w czymś dobra i że podejmowanie decyzji nie boli. Zwłaszcza właściwych.
Marcinowi, który pewnie nawet nie wie, że był dla mnie kimś ważnym. Ciekawe, czy nasze drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują. 

Ludziom ze studiów.
Adzie, dzięki która robiła najlepsze notatki, z którą mogłam śpiewać Ile jestem ci winien / Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń... w przerwie między wykładami, z którą chodziłam do maca po zajęciach zjeść i pogadać. Dzięki której to nie był stracony czas.

Rodzinie.
Rodzicom, że cały czas mnie wspierają na swój sposób, i że jeszcze nie wyrzucili mnie z domu. 
Siostrze, że wciąż jestem dla niej jej małą siostrzyczką. 
Babci, która mimo choroby wciąż mnie rozpieszcza.
Ciociom, wujkom, kuzynom, chrzestnym.

Obecnym przyjaciołom i tym, którzy po prostu są obok.
Adze, Magdzie, Asi, Kaśce, Martynie. Przepraszam, że upchnęłam was w jednej linijce, ale wam przecież nie muszę tłumaczyć, że bez was nie dałabym sobie rady.
Bartkowi, Łukaszowi, Wojtkowi. 
Jak to jest, że ze mną wytrzymujecie?

Tym, którzy byli, ale z jakiegoś powodu zniknęli. 
Bo nasze drogi się rozeszły, bo urwał się kontakt, bo byli dupkami. Bo odeszli.

Tym, którzy inspirują.
Luxom, którzy traktują fanów jak rodzinę. Happysadom i Strachom, na których koncertach byłam już tyle razy, że chyba się uzależniłam. Indiosom, którzy zarażają pozytywną energią. Pięć Dwa, Eldo, Zeusowi.
Linkinom, na których muzyce się wychowałam. Muse, Placebo i Marsom.
I wielu innym w zależności od nastroju.

I na koniec oczywiście Wam, Czytelnikom.
Kiedy zakładałam pierwszego bloga, nie pomyślałbym nawet, że dzięki niemu poznam tylu świetnych ludzi. Dziękuję za to, że jesteście, czytacie, radzicie, wspieracie i pocieszacie. Że mogę dzielić się z Wami swoimi przeżyciami, a Wy wpuszczacie mnie do Waszego świata.

Dziękuję. :)


niedziela, 23 listopada 2014

Czy spotkamy się pod drzewem wisielców?

Weź głęboki oddech. Policz do dziesięciu. Jeszcze tylko tydzień. Tydzień i będzie grudzień.

Mam wrażenie, że pomalutku wszystko wraca do normy. 

Mama wróciła ze szpitala i zachowuje się tak, że szlag mnie trafia. Byłam z kolegą na maratonie Igrzysk Śmierci (chociaż jakoś nie mogłam się skupić na filmach). Spotkałam się z przyjaciółkami i wypiłyśmy czerwone wino. Laptop jakimś cudem wciąż żyje (odpukać w niemalowane). Krążą plotki, że dostanę od babci solidny zastrzyk gotówki pod nazwą prezent urodzinowy.

Już zaczynam się zastanawiać, co z tymi pieniędzmi zrobię... Naprawię laptopa albo zacznę zbierać na nowy? Odłożę na nowego smartfona? Kupię sobie spodnie? Porządne zimowe buty? 

Żyć, nie umierać. 

strange things did happen here
no stranger would i seem
if we met up at midnight 
in the hanging tree
Która wersja podoba wam się bardziej:

Oficjalna...


...czy fanowska?


poniedziałek, 17 listopada 2014

Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień...



Do tej pory miałam zerową motywację. Dziś moja motywacja osiągnęła wartość ujemną. Nie chcę wychodzić z domu, bo boję się, że coś złego znów się wydarzy. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka - tam jest przecież bezpiecznie.

Na palcach jednej ręki, gdybym miała trzy amputowane, mogłabym policzyć miłe rzeczy, które wydarzyły się w tym miesiącu.
Mama w szpitalu.
Kordian nie żyje.
Myślałam, że mam przyjaciela, ale przyjaciele nie dają sobie badyli i nie wściekają się, kiedy mówisz o znajomych płci przeciwnej.
Cieszyłam się, że znalazłam telefon, który zgubiłam pod szpitalem. Kilka godzin później padł.
Laptopa naprawiałam we wrześniu, teraz znowu choruje na to samo.
Nie mogę spać, nie mogę wstać.
Co chwilę płaczę.
Grabaż chory, koncert trwa ze czterdzieści pięć minut. Indios Bravos pokrywa mi się z maratonem Igrzysk Śmierci, Luxtorpeda z nocą polskiego kina.
Nie mówię już nawet o spóźnionych/uciekających autobusach, zgubionych zatyczkach do kolczyków, paskudnej pogodzie, zimnym domu, bólu brzucha i innych pomniejszych beznadziejnościach.



Tak, wiem, że zawsze może być gorzej. Żyję, jestem w miarę zdrowa, nie klepię biedy, mam przyjaciół. Ale minęło dopiero siedemnaście dni listopada i zdarzyło się tyle złych rzeczy... Modlę się tylko, żebyśmy wszyscy dożyli grudnia. Bo grudzień będzie lepszy, prawda? W końcu to będzie my december...

sobota, 8 listopada 2014

Liebster Blog Award

Tym razem zostałam nominowana do zabawy przez Shadow. Dziękuję Ci bardzo. :)

1.Żałujesz swojego wyborów studiów (bądź szkoły średniej) ?
Tylko trochę.

2.Czego wolałabyś oszczędzić swoim dzieciom?
Samotności, braku przyjaciół.

3.Jesteś za aborcją?
Tak, jeśli dziecko może urodzić się poważnie chore lub zagrożone jest życie matki.

4.Co sądzisz na temat eutanazji?
Jestem za. Możliwe jednak, że zmienię zdanie, jeśli sprawa ta będzie dotyczyła kogoś z moich bliskich.

5.Jesteś osobą wierzącą?
Tak. Wierzę w Boga, choć nie takiego, jakim karmią nas różne religie.

6.Byłabyś w stanie zdecydować się na zabieg in vitro?
Na razie nie myślę o dzieciach.

7.Wolisz kochać czy być kochana?
Chciałabym wiedzieć, jak to jest.

8.Chciałabyś utrzymywać ze mną kontakt prywatny?
Nie narzekam na nadmiar znajomych, więc chętnie nawiążę kontakt prywatny.

9.Dlaczego postanowiłaś zacząć prowadzić swojego bloga? Jaka wiążę się z nim historia?
Moja przyjaciółka miała, więc ja też założyłam. Spodobało mi się to i tak piszę już ponad sześć lat.

10.Co robisz w wolnym czasie?
Śpię, słucham muzyki, czytam, oglądam animce, jeżdżę na rowerze, spaceruję, bawię się z psem, spotykam z przyjaciółmi, piszę...

11.Czujesz się na osobę w swoim wieku? Odpowiedź uzasadnij ;)
Nie, czuję się na szesnaście lat. Jeszcze nie zdążyłam dorosnąć.

Nie nominuję nikogo, bo nie mam siły ani chęci na wymyślanie pytań.


I mam uczucie, że nie ma już o czym mówić. I nigdy nie będzie. Bo słowa nie mogą wyrazić pustki. Im jest ich więcej, tym bardziej kłamią.
Anna Onichimowska

poniedziałek, 3 listopada 2014

Listopad niby nic, ale wiadomo świata koniec

To, że nie płaczę, nie znaczy, że nie jest mi przykro. To, że nie krzyczę, nie znaczy, że nie jestem zdenerwowana. To, że nie okazuję emocji nie znaczy, że ich nie mam. Po prostu zapomniałam, jak to się robi. Ale też mam serce, które może rozpaść się na milion kawałeczków. 

Miałam nadzieję, że nie udzieli mi się atmosfera listopada. A tu proszę: mama na intensywnej terapii pod respiratorem w śpiączce farmakologicznej, pies zaginiony (na szczęście się odnalazł), a rodzina kłóci się w szpitalu. 

niedziela, 2 listopada 2014

Liebster Blog Award

Dziękuję Venus za nominację. :) 

1. Sprawdzałaś kiedyś osobiście teorię "przez żołądek do serca"? Jeśli tak, to czy udało Ci się uwieść drugą osobę?
Nie gotuję najlepiej, więc wolę nie próbować tej metody.

2. Jakie byłyby Twoje 3 życzenia do złotej rybki jakbyś ją złapała?
Poprosiłabym o kawałek szczęścia. Dwa kolejne wybrałabym pewnie w zależności od późniejszej sytuacji.

3. Twoja największa słabość to...?
Słodycze, herbata, sen.

4. Jesteś rannym ptaszkiem czy nocnym markiem?
Śpiochem. Ale gdybym miała wybierać pomiędzy tymi dwoma - nocnym markiem.

5. Skąd bierzesz inspirację na pisanie bloga?
Z życia przede wszystkim, z zasłyszanych przypadkiem dialogów w autobusie, z rozmów ze znajomymi, muzyki, filmów... 

6. Wolisz obcasy czy adidasy?
Wszystko zależy od okazji i mojego aktualnego nastawienia, lubię i to, i to. 

7. Kawa czy herbata?
Zdecydowanie herbata.

8. Makaron czy ryż?
Makaron.

9. W ludziach cenię...?
Szczerość, decyzyjność, pasję. 

10. Twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
Z rodziną na Skwerze pod fontanną, jemy lody, jest słonecznie i spokojnie.

11. Jaką książkę możesz polecić na jesienny wieczór?
Coś krótkiego - Karminowy szal Joanny Chmielewskiej, coś dłuższego - Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza.

listopad niby nic, ale wiadomo świata koniec


chodźmy gdziekolwiek indziej


sobota, 4 października 2014

Idzie na burzę, idzie na deszcz

te kłamstw oceany
te niedobre przeczucia
latające dywany
nagłe serc ukłucia
nie przegonię ręką 
z czoła czarnej chmury
nie przegonię ręką 
z czoła czarnej chmury
kiedy w ciemnej sieni sam tu siedzę
kiedy w ciemnej sieni sam tu siedzę




Mimo moich protestów zaczął się październik. Mam nadzieję, że przyniesie coś dobrego. 

czwartek, 25 września 2014

To nie jest post o siatkówce

Tym razem to nie fejsbukowe rozmowy wciągnęły mnie tak, że nie miałam czasu na blogowanie - po prostu po oddałam laptopa do serwisu tydzień temu i dopiero dzisiaj dostałam go z powrotem.

Przez te kilka dni nie zdarzyło się wiele. Zdążyłam zachorować i wyzdrowieć, a lato zdążyło zmienić się w jesień. A, i jeszcze to:


Ale przecież wszyscy już o tym wiedzą.

Kiedy leżałam w łóżku, było mi trochę smutno, że nie dostałam nawet głupiej wiadomości w stylu Jak się czujesz? Później doszłam jednak do wniosku, że nie mam prawa oczekiwać, że komuś będzie zależało, skoro mi nie zależy. Po raz kolejny stwierdzam, że powinnam dać sobie z nim spokój, ale jeśli za jakiś czas zapyta, czy wpadnę do niego, pewnie to zrobię. Bo tak lubię z tobą pić kolejny raz...

Na szczęście jest jeszcze pan z poprzedniego postu, z którym (chyba) dogaduję się całkiem nieźle, i który raczył zapytać o moje zdrowie (na samo wspomnienie cieszynka na mordzie). 

Poza tym nie jestem gotowa na nowy rok ani na zimę...