Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacyjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacyjnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2013

Witajcie z powrotem, internety!

Siedzę i popijam sok żurawinowo-grejpfrutowy... A nie, to żurawinowa Finlandia z grejpfrutowym sokiem.


Wróciłam z wyjazdu z dala od cywilizacji, za to z moimi przyjaciółkami. Może nie był to nasz najlepszy wspólny wypad, ale cieszę się, że w ogóle doszedł do skutku. To już nasza tradycja i nie wyobrażam sobie wakacji bez niego.

Kochana Magda tak nie lubi smaku alkoholu, że woli pić shoty zamiast drinków, a potem idzie szukać świetlików. ♥

Może później wrzucę kilka zdjęć. Na razie pozdrawiam i na wszelki wypadek informuję, że dziwny nastrój z poprzedniej notki ulotnił się zupełnie. 

I’ll find a new way
I’ll find a new way, baby

EDIT:
Pytanie do ludzi z Krakowa za milion punktów i moją dozgonną wdzięczność:
Czy ktoś byłby w stanie przechować mnie + dwie osoby lub znaleźć jakiś w miarę tani nocleg na czas Coke Live? 

niedziela, 30 czerwca 2013

Dobrze wiesz i ja to wiem...


Głupota powinna być karalna. Serio. Gdyby tak było, już dawno siedziałabym w więzieniu, a nie płakałabym na progu własnego domu w środku nocy i to wcale nie dlatego (a przynajmniej nie tylko dlatego), że zapomniałam kluczy.

Chyba jestem jakąś wiedźmą. Wiedźmą-idiotką. Poprosiłam, dostałam dokładnie to, czego sobie zażyczyłam, po czym jak zwykle przestraszyłam się, podkuliłam ogon i zwiałam.

Próbuję też wmówić sobie (bardzo nieskutecznie zresztą), że wzięłam dodatkowy dzień w pracy wcale nie po to, żeby zobaczyć się z Pięknym, ale dlatego, że trochę ekstra kasy zawsze się przyda. I że nie ruszają mnie zupełnie jego nie-uśmiech na mój widok i klasyczny foch Ale ja nie mam się o co na ciebie gniewać.

Słyszeliście, że w Łodzi ktoś napadł na konwój? Beznadziejny dobór celu, Piękny tego dnia wiózł kilkanaście milinów, a broń ma tylko do ozdoby - przecież nawet nie może jej użyć. (Chociaż jak tak czasem patrzę na niego i jego kolegów, zastanawiam się, co musiała brać osoba, która dała im licencje...). Nie martwcie się więc, wasze pieniądze są pod dobrą opieką.

Nieważne, bredzę już. Dobranoc.

poniedziałek, 17 września 2012

Dwa tygodnie


Dwa tygodnie. Dokładnie tyle czasu zostało na zrobienie czegoś sensownego jeszcze w te wakacje. Na szczęście moim głównym zajęciem jak na razie jest praca, i chyba tak zostanie do końca miesiąca, więc nie mam za dużo czasu na nudzenie się albo, co gorsze, rozmyślania.

Zresztą, ubrania wyprane, ładowarka odesłana, kasa oddana, a koszulka od Pierożka leży gdzieś na dnie szuflady. Gdyby nie to, że na fb trafiam czasem przypadkiem na zdjęcie chłopaka z bardzo ładnym uśmiechem, a na gadu brakuje mi rozmów zupełnie pozbawionych sensu, ale też i takich poważniejszych, w których możesz powiedzieć wszystko, pomyślałabym, że chyba wymyśliłam sobie całą tę idiotyczną sytuację.

Oj tam, oj tam – skwituję tylko. - Co ma być, to kurde będzie!



wtorek, 28 sierpnia 2012

Jestem dużą dziewczynką, potrafię o siebie zadbać

Naprawdę wydawało mi się, że najgorsze we mnie jest moje nałogowe kłamanie. Głupia ja.  

Okazało się, że mam jeszcze jeden, zresztą dużo ciekawszy, talent.

Robię głupie rzeczy. W końcu kto ich nie robi?

Tylko dlaczego robię je, będąc w miarę trzeźwa, jak najbardziej poczytalna i świadoma tego, że nie powinnam, że to się źle skończy, absolutnie pewna, że później będę tego żałować?

Byłoby o wiele łatwiej, gdyby można było wyłączyć myślenie. Ono sprawia, że oczy się pocą, albo że w żołądku coś się niebezpiecznie przewraca. Wygadałam się komu trzeba i jest już nieco lepiej, ale wciąż próbuję czymś zająć głowę.

W niedzielę wieczorem wróciłam do domu po tygodniowym wyjeździe. Bywało miło, sympatycznie, dziwnie, a pod koniec wszystko wyszło totalnie głupio, ale z pewnością będzie co wspominać. A jak już raz na jakiś czas zdarzy mi się coś takiego, to później cholernie trudno mi wrócić z powrotem do mojej nudnej rzeczywistości.

Nie chcę spać sama.

Bez ładu i składu.


wtorek, 31 lipca 2012

Nie płacz, Emuś, bo tu miejsca brak na twe babskie łzy...

Nie wiem, jak to w ogóle możliwe, że ktoś taki jak ja, przeżył na tym okrutnym świecie już prawie dwadzieścia lat.

Człowiek z tak nikłą wolą życia, z tak obojętnym nastawieniem do otaczającej rzeczywistości, bez ambicji, marzeń, poczucia sensu życia. 

I jednocześnie z tak wysokim poczuciem własnej wartości, które graniczy już z zarozumiałością. Z przesadną wiarą w swoje możliwości. 

Moje bycie dobrym człowiekiem (jakiś czas temu postanowiłam się nim i chyba nawet nie zdążyłam wam jeszcze o tym powiedzieć) trafił szlag. Wczoraj, głównie przez podłą kierowniczkę zmiany i wrednego konwojenta, ale miały na to wpływ także inne czynniki.

Doszłam do wniosku, że musiałabym zmienić w sobie właściwie wszystko, począwszy od mojego przyzwyczajenia do kłamstwa, po ironię, która stanowi u mnie rodzaj obrony przed otaczającym mnie światem.

Nie, dzięki, chyba będę musiała przeżyć taka, jaka jestem.

Dziękuję wam, że mnie znosicie. 

Muszę chwilę pobyć sama. Ogarnąć się. Zrobić porządek ze sobą. 



sobota, 21 lipca 2012

Cisza

Czasami trzeba odpocząć od wszystkiego.

Od nauki, pracy, rodziny, znajomych, domu, internetu... Tylko Ty, przyjaciele, słońce, świeże powietrze, jezioro, zombie, Bollywood, książki, piłeczki do żonglowania, ognisko i przeróżne głupoty, a gdzieś po drodze jeszcze jakiś horror. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie komary, ale te najwredniejsze z żyjących istot będą mnie prześladowały zawsze, bez względu na to, jaką ilością preparatów na komary się spryskam.






Warto się wyciszyć i zostać sam na sam z myślami, gdzieś, gdzie nikt nie będzie Cię rozpraszał, i gdzie nikt nie będzie Ci przeszkadzał.

Może wtedy właśnie przyjdzie Ci do głowy coś, o czym wcześniej byś nie pomyślał? Może zdasz sobie sprawę z czegoś ważnego, coś przemyślisz, postanowisz, zrozumiesz?

A potem pewnie wrócisz do szarej rzeczywistości i wszystkie Twoje pomyły znów zostaną przysłonięte przez rzeczy rzekomo ważniejsze.

Tydzień minął stanowczo za szybko, nie zdążyliśmy nawet zjeść wszystkiego, co przywieźliśmy. Jednak za ten krótki wyjazd mogłabym oddać cały miesiąc wakacji, a może nawet i dwa... Jak do tej pory, po powrocie, robię niewiele, głównie pracuję. Załapałam się też na dawanie korepetycji, zawsze wpadnie parę groszy.

Następny wyjazd planuję na końcówkę sierpnia, w zupełnie inne rejony, zupełnie inny klimat, ale oby był równie udany.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wpadliśmy w piłkoszał?


  Nawet poniedziałek może być miłym dniem, pod warunkiem, że jest wolny. Dożyłam wakacji i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Nawet plany są w miarę ogarnięte – za tydzień już mnie tu nie będzie. Czeka mnie siedem dni odpoczynku w lipcu, później jeszcze czternaście w sierpniu, a pracować będę jedyne trzy dni w tygodniu. Żyć, nie umierać!

  Na kilka dni Polska naprawdę wpadła w piłkoszał. Kibicowali wszyscy – od osób takich jak ja, które na co dzień są fanami nożnej, po tych, którzy nie mają pojęcia, ilu właściwie piłkarzy bierze udział w grze.

 Powiem szczerze, że irytowało mnie patrzenie, jak dziewczyny absolutnie nieobeznane z futbolem przebierały się, malowały i wstawiały swoje zdjęcia na fejsa. Dwie koleżanki przyszły nawet do pracy ubrane we flagi (!), a nie sądzę, by były w stanie wymienić chociaż cztery nazwiska z naszej kadry (trzy z pewnością dałyby radę: Błaszczykowski z reklamy Biedronki, Lewandowski z Gillette, no i Szczęsny z Lay'sów oraz Pepsi). Dziś pewnie ci wszyscy kibice dawno zapomnieli o piłce.

  Jeśli zapytacie mnie o największy sukces Polaków na tych mistrzostwach, to stwierdzę tylko: Bez Ciebie nie idę. Szkoda, że jestem za stara na dziecięcą eskortę.


  Mimo tego wszystkiego, tej całej żałoby i nagłej krytyki pod adresem każdego, kto tylko miał do czynienia z naszą reprezentacją, padł też slogan Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce, które chyba najlepiej oddaje sens bycia kibicem. Tego postanowiłam się trzymać, kiedy wszystkie moje ulubione drużyny odpadały po kolei, począwszy od Polski, przez Holandię, aż do Czechów. Pozostali mi tylko Portugalczycy, którzy najprawdopodobniej pożegnają się z turniejem już pojutrze. Jestem wierna tym wyżej wymienionym, odkąd zaczęłam interesować się piłką na poważnie, czyli od Euro 2004.

  Tylko dlaczego nie mogłam polubić wtedy Niemców albo Hiszpanów? No dlaczego?  

  Humor poprawić mogą nam niezawodni siatkarze, którzy starają się odwrócić naszą uwagę od Euro wygrywając z Brazylią, czy szczypiorniści, którzy awansowali do przyszłorocznych MŚ. Za cztery lata znów spotykamy się w Polsce na ME, tym razem jednak w piłce ręcznej.

  A w ten zupełnie niesportowy dzień mam dużo czasu, żeby rozkoszować się brzmieniem Living Things. Po pierwszym przesłuchaniu wpadło mi w ucho I'll be gone, jednak serdecznie polecam całą płytę. Linkini jak zawsze w świetnej formie.




środa, 6 czerwca 2012

Wszyscy jesteśmy gospodarzami


Gdzie nie spojrzysz, widzisz flagi, w każdym sklepie biało-czerwo gadżety, a w telewizji o niczym innym się już nie mówią.

Tak, pojutrze zaczyna się największa od lat sportowa impreza w Polsce. Wiem, że to ważne wydarzenie, okazja do zarobienia pieniędzy i wypromowania naszego kraju, wiem, że wszyscy jesteśmy drużyną narodową, ale na litość boską, nasza reprezentacja nie zacznie grać lepiej tylko dlatego, że kupimy m&m'sy z limitowanej edycji!

A że trochę turystów się zjedzie, jakby sami w sobie nie byli wystarczająco denerwujący, trzeba jeszcze podnieść ceny wszystkiego, co się da, w tym chociażby biletów autobusowych. Cudownie być prawie gospodarzem. Oby tylko używali kart płatniczych! Im więcej gotówki wydadzą, tym więcej będę miała pracy.

Poza tym, te paskudne stereotypy. To przecież oczywiste, że wszyscy faceci będą siedzieć cały miesiąc przed telewizorami pijąc piwo, a kobiety będą załamane z tego powodu. Nie mówiąc już o tym, że żadna z nas nie jest w stanie pojąć, czym jest spalony. Czytaliście artykuł o wdówkach futbolowych? Bardzo serdecznie odradzam takie myślenie.

O hymnie powiem tylko tyle, że najbardziej podobały mi się propozycje KSM, których była cała seria prezentowana na wielu kabaretonach. 

Na szczęście mnie interesuje jedynie strona czysto sportowa. Będę kibicowała naszym, a kiedy już odpadną (choć rzecz jasna wolałabym, żeby zaszli jak najdalej), innym moim ulubieńcom – Czechom i Holendrom.  

I oczywiście nie zapomnę o naszych kochanych siatkarzach, którzy mają przed sobą kolejne mecze Ligi Światowej. Tak mi dopomóż Michał Winiarski i wszyscy siatkarze. Oby zawsze grali tak, jak w ostatnim meczu z Brazylią!

Pokonamy Islandię
Wypijemy Finlandię
Nie damy dupy
Wyjdziemy z grupy!

P.S. Błaszczykowski, podawaj, sam meczu nie wygrasz!, czyli Kabaret Młodych Panów i Trener Biedronka - coś, co siedzi mi w głowie już dłuższy czas.