Treść tego posta nie zaskoczy chyba nikogo, kto zagląda do mnie od czasu do czasu. Oto szóstka moich ulubieńców:
Linkin Park
Słucham ich, odkąd tylko sięgam pamięcią, dlatego wydaje mi się, że są ze mną od zawsze. Uwielbiam zarówno ostre rockowe brzmienie ich pierwszych płyt, jak i naszpikowane elektroniką najnowsze albumy.
happysad
Trzy lata temu przypadkowo znalazłam się na ich koncercie... i przepadłam. Od tamtej pory cały czas są ze mną, co zresztą widać w adresie i tytule bloga.
Eldo
To już sześć lat, odkąd wielbię twórczość tego pana. Ma świetne teksty, można by cytować je na każdym kroku.
Muse
Czyli Matt Bellamy i spółka. Od dawna marżę o zobaczeniu ich na żywo.
Strachy na Lachy
Pierwszy koncert, na który poszłam... Od tamtej pory nie opuszczam żadnego ich występu w Trójmieście.
Indios Bravos
Wprost zarażają pozytywną energią!
Poza tym, cenię sobie także twórczość:
Franz Ferdinand
I wcale nie tylko dlatego, że Alex ma boski akcent, a cała czwórka prezentuje się całkiem-całkiem...
Luxtorpeda
Na pierwszy koncert poszłam, znając trzy piosenki... Na drugim znałam prawie wszystkie. W dodatku chłopacy są przesympatyczni.
Zeus
Placebo
Idealna muzyka na chłodne zimowe wieczory.