Jak to zwykle bywa w wieczory takie jak ten, zamiast robić coś konstruktywnego, cokolwiek, siedzę przed komputerem i ściągam ikonki, żeby na pulpicie było ładnie i kolorowo. Gdzieś w tle leci MOPS (Nie, nie mam focha!), który znam już niemal na pamięć, i pocieszając się, że już pojutrze prawdopodobnie się wyśpię, zabieram się za pisanie postu, chodzącego mi po głowie od co najmniej kilku dni.
Mówią, że jaki Sylwester, taki cały nowy rok, a ja nie mam nic przeciwko temu, żeby tak było. Najpierw oglądanie Jak wytresować smoka* i Dona (tak, z samym SRK), przy okazji rozmowa na fejsie z Groszkiem
Co ciekawe, już krótko po północy, czyli praktycznie pierwszego dnia 2014 roku, zupełnie obcy koleś oświadczył, że: jestem niemiła, dziwna, na pewno czytam za dużo książek i studiuję coś dziwnego. Był przezabawny, śmiałyśmy się z niego tak bardzo, że aż nas rozbolały szczęki i brzuchy. Nie zmienia to jednak faktu, jakim to cudownym komplementem mnie uraczył. A ja przecież zachowywałam się zupełnie normalnie, to on chciał mi wcisnąć serwetkę z Kebab Star, gumę do żucia i niedziałające świecące coś.
Lećmy dalej. W niedzielę moja ciocia obchodziła hucznie okrągłe (bij-zabij, nie pamiętam które) urodziny. Z tej okazji zebrała się cała rodzina i znów mogłam udowodnić, że nie trzeba odsłonić dekoltu i nóg, żeby spodobać się osobnikom płci męskiej. Kuzyn oświadczył, że gdybyśmy nie byli spokrewnieni, ożeniłby się ze mną (haha, akurat!). Oprócz tego, jak to na tradycyjnej rodzinnej imprezie, w ruch poszła wódka (cztery, pięć butelek?), dżin z tonikiem (który smakuje według mnie jak choinka w płynie), whisky z colą, zaś w domu doprawiłam sobie jeszcze wódką żurawinową z sokiem grejpfrutowym. Nigdy więcej nie piję z mamą.
Ponadto uświadomiłam sobie, że rocznikowo mam już dwadzieścia dwa lata. Na początku nie wywarło to na mnie wielkiego wrażenia, ale odjęłam cztery i wyszło mi, że moja ukochana kuzynka będzie obchodzić w tym roku osiemnastkę, a jeszcze tak niedawno burzyłam się, że ma szesnaście lat i dwudziestoletniego chłopaka. Teraz te cztery lata różnicy to zupełnie nic takiego... Ale skoro ona będzie pełnoletnia, to i brat mojej Magdy też, a dla mnie wciąż ma te czternaście lat jak wtedy, kiedy go poznałam. W wakacje doznałam szoku, że nagle zrobił się ode mnie wyższy, a teraz jeszcze to...
Jednak i tak najważniejszym njusem na chwilę obecną jest to, że moja najlepsza na świecie przyjaciółka, z którą żyję w wolnym lesbijskim związku (a przynajmniej lubimy tak mówić), znalazła sobie faceta. W dodatku znalazła go w czeluściach internetów, a później w Łodzi, w Sylwestra właśnie, tymczasem przez najbliższe dwa miesiące ona jest w Chorwacji, a na stałe mieszka w Gdyni. Że jak?
W skrócie: Sylwester udany, impreza rodzinna udana, chyba się starzeję, moja przyjaciółka ma faceta.
*Kolega w pracy pyta:
- I jak wytresować smoka?
- Trzeba mu przynosić jedzenie... W sumie to jak z facetem - odpowiadam.
- Nie do końca, facetowi trzeba jeszcze piwo przynieść.
